- Sprzedam (7)
- Kupię (2)
- Ogłoszenia inne (8)
- Praca (7)
- Dodaj ogłoszenie
Cała prawda o foliówkach: Nie takie straszne, jak je malują
Niedawno w Reszlu EkoZespoły przeprowadziły akcję zbierania podpisów pod obywatelskim projektem ustawy na temat zakazania plastikowych torebek w sklepach i przejścia na materiały proekologiczne. Podobną akcję przeprowadzono jakiś czas temu w Łodzi i decyzją Rady torebki foliowe zostały wycofane ze sklepów. Co o tym sądzą mieszkańcy Łodzi, jakie są plusy i minusy takiego [kolejnego już w Polsce absurdalnego - przypisek kefasa] rozwiązania. Prezentujemy wywiad łódzkiego Expressu Ilustrowanego.
O akcji wycofywania torebek foliowych z łódzkich sklepów oraz plusach i minusach opakowań z tworzyw sztucznych rozmawiamy z prof. Marią Muchą z Wydziału Inżynierii Procesowej i Ochrony Środowiska Politechniki Łódzkiej.
Używa pani foliówek?
- Tak, bo są bardzo wygodnym opakowaniem. Wkładam je później jedna w drugą i wrzucam do odpowiedniego pojemnika na odpady z tworzyw sztucznych, a dalej to miasto powinno się zająć organizacją ich recyklingu. Nie rozumiem, dlaczego uczepiono się tak torebki z polietylenu. Nie jest przecież trująca, bo powstała z prostego związku węgla i wodoru. Wbrew temu, co się o niej sądzi, jej produkcję cechuje dodatni bilans ekologiczny, tzn. przy jej uzyskaniu zużywa się stosunkowo niewiele energii, nie zanieczyszcza się za bardzo wód i powietrza, a sama foliówka może podlegać recyklingowi, zatem może być ponownie wykorzystana. Przy wytwarzaniu opakowań ze szkła, tkaniny czy papieru powstają większe ilości ścieków oraz gazów i pochłania to więcej cennej energii, są też przez to droższe.
Czyli nie kibicuje pani zwolennikom wycofania foliówek, których ostatnio w Łodzi nie brakuje?
- Absolutnie nie! Mam duże pretensje do polityków, w szczególności do radnego Piątkowskiego, o to, że nie konsultują swoich pomysłów z naukowcami. Chcą zakazać używania jednorazówek, choć nie ma to żadnego racjonalnego uzasadnienia. Często wtórują im media. Nie mogę już słuchać o trujących gazach wydzielających się z foliówek polietylenowych i innych tym podobnych bzdurach. Raz ktoś powiedział, że torebki mogą skazić powietrze siarkowodorem. Jak to możliwe?! Przecież nie ma w nich siarki!
Ale zaśmiecają środowisko...
- Tak, ale problem trzeba rozwiązać inaczej, np. tak jak w Holandii, gdzie przy każdym hipermarkecie ustawione są pojemniki na zużyte torebki, do których trafia 80 procent foliówek. Nasze społeczeństwo też można by do tego przyzwyczaić i tym się właśnie powinny zająć władze - organizacją selektywnej zbiórki odpadów, ich segregacją oraz edukacją, a nie zakazywaniem! Poza tym promowane teraz torebki tzw. biodegradowalne też trzeba zbierać i sortować.
Jak to? Podobno rozkładają się tylko kilka tygodni?
- Rozsypują się, a to różnica. W ich produkcji oprócz polimerów wykorzystano skrobię, która w środowisku się rozkłada, powodując rozpraszanie torebki. Ale polietylen nadal pozostaje, tyle że w postaci proszku. Polimer pod postacią pyłu może zacząć się osadzać na powierzchni wody, bo będzie od niej lżejszy, i stworzy kożuch, który uniemożliwi rybom i roślinom oddychanie. Pływającą po jeziorze torebkę można wyłowić, a powłokę z polimerowych drobin? Ponadto torebki z dodatkiem skrobi są dużo mniej wytrzymałe od wykonanych tylko z polietylenu. Oba czynniki spowodowały, że Zachód zaczął się z nich wycofywać, a u nas kreuje się je na wyjątkowo przyjazne środowisku.
A z samych skrobi nie da się produkować opakowań?
- Nie ma takiej możliwości. Z mąki ziemniaczanej nie zrobi pan przecież torebki. Maksymalna zawartość skrobi w opakowaniu może sięgać 60 procent, a zazwyczaj jest to znacznie mniej. Można też wytwarzać opakowania z tzw. polikwasu mlekowego (z oznaczeniem PLA), pozyskiwanego z kukurydzy. One faktycznie rozkładają się szybko. O ile wiem, w Polsce nie produkuje się tego tworzywa na skalę przemysłową. W procesie rozkładu wydziela się metan, który jest niebezpiecznym dla środowiska gazem cieplarnianym (powoduje dziurę ozonową). Poza tym, jeśli torebka rozkłada się w krótkim czasie, to jak w niej trzymać produkty szybko się psujące, np. mięso?
Przeciwnicy tradycyjnych foliówek zwracają uwagę na fakt, że do ich produkcji wykorzystuje się nieodnawialne surowce.
- Tak. Ropę naftową. Tyle że jedynie 4 procent wydobywanej na świecie ropy zużywa przemysł tworzyw sztucznych (opakowania, budownictwo, samochody), tylko w Stanach Zjednoczonych te dane oscylują wokół 10 procent. Dopóki zatem mamy ropę, możemy torebki wytwarzać, ale nie wolno ich wyrzucać na śmieci!
A co z nimi robić?
- Są trzy sposoby recyklingu, którym można je poddać: materiałowemu, czyli zrobić z nich nowe torebki, surowcowemu, tj. wydobyć z nich cenne dla przemysłu oleje i parafiny, albo termicznemu, czyli je spalić. Polietylen ma bardzo dobre parametry palne, o wartości opałowej wyższej od oleju opałowego. W procesie prawidłowego spalania (w obecności tlenu) wytwarza się wysoka temperatura i nie wydzielają się przy tym trujące gazy, a jedynie dwutlenek węgla.
Czy możliwy jest scenariusz, że w przyszłości będziemy wkładać foliówki do baku samochodu zamiast wlewać tam benzynę?
- Nie, ze względu na zbyt wysoką temperaturę podczas spalania i konieczność zapewnienia odpowiedniego dostępu tlenu. Trzeba to robić w piecach.
A czy inne torebki nie są jeszcze łatwiejsze do przetworzenia?
- Nie. Rozdają teraz w sklepach, a ostatnio dołączono do jednej z gazet, torby wielorazowe z polipropylenu, które nazwano ekologicznymi. To jakieś nieporozumienie. One są zrobione z bardziej skomplikowanego tworzywa niż polietylen i dłużej będą się rozkładać ze względu na swoją grubość. Ponadto są kolorowe, więc trzeba je odbarwiać przy recyklingu. Ostatnio jedną zważyłam i wyszło, że jej masa to 84 g. Cienkie foliówki ważą 2 g, czyli z torbą wielorazową trzeba by iść na zakupy ponad 42 razy, żeby osiągnąć pewne oszczędności. A przecież one się brudzą i niszczą.
Czyli tak naprawdę stare torebki są najbardziej ekologiczne ze wszystkich?
- Tak, o ile będziemy je powtórnie wykorzystywać (zbierać - sortować - przetwarzać). Nie jestem przeciwna torebkom całkowicie biodegradowalnym, ale niech one będą wprowadzane pilotażowo w hipermarketach, na zasadzie eksperymentu, a nie na siłę, oraz niech będzie znany ich skład, aby każdy mógł się przekonać, czy na pewno owa torebka jest ekologiczna. Sama kontaktowałam się z radnym Piątkowskim, żeby mu podpowiedzieć optymalne rozwiązanie. Podczas spotkania dał mi dwie torebki, które uważał za lepsze od tych, z którymi walczy. Przebadałam je i okazało się, że jedna to polietylen z dodatkiem skrobi, a druga jest z polikwasu mlekowego, czyli to torby, których wady wskazywałam panu wcześniej. Z tej niby-ekologicznej akcji korzystają głównie sieci handlowe i politycy, którzy zyskują rozgłos. To czysty populizm.
Rozmawiał Tomasz Spodenkiewicz - Express Ilustrowany
źródło: http://lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/869145.html
Niezłe! Wygląda na to, że
Niezłe! Wygląda na to, że Profesorka ma rację - bo kto inny może wiedzieć lepiej? Ja, jakiś polityk?
O proszę... Zgadzam się z
O proszę... Zgadzam się z przedmówczynią :) - w braku wiedzy należy (w takiej sprawie, bo to nie nauka humanistyczna) zaufać profesorce. Podziękowania dla Autora strony za uświadamianie.
no i proszę bardzo -
no i proszę bardzo - kolejny podatek wprowadzają pod przykrywką ekologii... w telewizji cicho sza a pieniążki od wyborców płyną ;(
http://www.wykop.pl/ramka/91164/bedzie-torebkowe-kolejny-podatek-od-ultr...
Ehh... demokracja :P
Ehh... demokracja :P
Cóż...a torby z
Cóż...a torby z materiału? Folia jest bardziej ekologiczna niż, np. len? A przecież torba z lnu nie rozwali się przy pierwszej okazji. No i jeszcze jedno: Profesorka mówi o recyklingu torebek foliowych, a przecież większość ludzkości żyje w przekonaniu, że torebek foliowych nie da się przetwarza. Jest jedną z bardzo niewielu osób, które które o tym wiedzą. A Holandię zmałpujemy dopiero za kilka lat, jeżeli w ogóle ktoś to spostrzeże, i zrozumie, że torebki się poddaje recyklingowi. Tak więc moim zdaniem...najlepsze są torby z materiału.
Dodaj nową odpowiedź